sobota, 30 listopada 2013

Przepraszam

Nie jestem w stanie dodać rozdziału w ten weekend. Mam we wtorek urodziny i jestem załamana, bo kończę trzynaście lat i stwierdziłam, że mam najnudniejsze i najbardziej monotonne życie z wszystkich osób jakie znam, a mój dzień wygląda tak: jeść, uczyć się, spać. Jeszcze dzisiaj przychodzą do mnie goście i muszę pomóc mamie w przygotowaniach. Obiecuję dodać rozdział w piątek już tak na prawdę.


P.S. Ma ktoś pomysł co można zrobić szalonego i oryginalnego? Bo nie chcę, aby dzień moich urodzin kojarzył mi się jak zwykle ze zwykłym dniem szkolnym. Myślałam o nocowaniu, ale w środę do szkoły. Kino też odpada, bo idę we czwartek. 
P.S.2 Pamiętajcie! 3 grudnia - najokropniejsza data z całego roku.

Lily Jane

piątek, 22 listopada 2013

Rozdział 1

Rozdział dedykowany Pani Dominguez. i Suzanne Chesse:*

#Francesca
Myślałam, że ludzie się zmieniają, a ona potrzebuje czasu. Jednak się myliłam. Violetta już nigdy się nie zmieni, a ja żeby to dostrzec musiałam zostać przez nią brutalnie potraktowana. Do teraz boli mnie ręka, którą moja była przyjaciółka wykręciła mi pod wpływem napadu wściekłości. Opuszkami palców delikatnie dotknęłam blizny na nadgarstku. Ogromnej blizny. Łzy napłynęły mi do oczu. Rana już nigdy się nie zagoi, a zwłaszcza ta głęboka. W moim wnętrzu jest totalne pobojowisko. Czuję się jakbym wyszła z wojny trojańskiej, którą przegrałam. Przegrałam z Violettą Castillo – osobą, która nigdy nie przegrywa.
- Cami – zwróciłam się do rudowłosej przyjaciółki, która siedziała obok mnie. Wiem, że ona też przeżywa całą tą sytuację, ale swoje prawdziwe uczucia zachowuje dla siebie, nie lubi i nie chce się nimi z nikim dzielić. – Ludzie się zmieniają?
Chwila ciszy. Taka kłopotliwa, a jednocześnie pozwalająca na zaznanie spokoju i zastanowienie się nad własnym życiem. Tak właściwie to ile ja przeżyłam? 19 lat. A ile osiągnęłam? Nic. Czy znalazłam miłość? Nie. Czy jestem znana? Nie. W życiu nic nie osiągnęłam, a chłopak, który mi się podoba nie wie, że jestem biedna jak mysz kościelna, od kiedy Resto zbankrutowało, a rodzinna firma upadła. Marco – piękne imię, piękny charakter, piękny głos, niestety ja nigdy go nie poznam i nigdy nie będę szczęśliwa. No ale cóż… Świat nie składa się z samych radosnych ludzi. Są też osoby smutne, cierpiące, nieszczęśliwe, a do nich na pewno zaliczam się ja.
- Zmieniają, trzeba tylko w to głęboko uwierzyć. – usłyszałam głos Camili. Pierwszy raz od bardzo dawna na mojej twarzy pojawił się uśmiech, który momentalnie zniknął. Co z tego, że dla Violetty liczy się obecnie tylko kariera? Co z tego, że prawie złamała mi rękę, kiedy spytałam się, czy chciałaby wziąć udział w koncercie charytatywnym? Co z tego, że nic nie osiągnęłam i nic nie mam? Według toku myślenia Camili powinnam cieszyć się z tego co mam. Co jednak, jeśli ja nic nie mam?

„Kochać to niszczyć, ale czy miłość jest aby na pewno zła?”

#Violetta
Mój szofer nie przyjechał! I niby co mam teraz zrobić?! Nie będę się tułała autobusami, bądź taksówkami. To takie prostackie!  Ja jestem przecież gwiazdą, a gwiazdom nie wypada robić to, co robią zwykli ludzie. Osoby takie jak ja muszą błyszczeć i być wzorem dla innych. Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy kobieta tak popularna jak ja jeździ komunikacją miejską. To skandal!
Wyjęłam telefon z różowej torebki. Swoją drogą muszę powiedzieć Oldze, żeby mi w niej trochę posprzątała, bo ona cały czas się obija, a ja znajduję tutaj błyszczyk z zeszłego tygodnia! Fuj! Przecież teraz są modne bordowo – pomarańczowe szminki, a nie turkusowe błyszczyki. Zero zaangażowania z jej strony. Przecież Olga powinna czuć się zaszczycona, w końcu jest moją służącą, a spełnianie zachcianek takiej gwiazdy jak Violetta Castillo jest zaszczytem. Niestety niektórzy tego nie widzą.
- Violetta! – o nie… To znowu ten idiota. Czy ja nie wyraziłam się wcześniej jasno?
- Czego? – warknęłam. – Nie mam czasu dla takich nie wartościowych ludzi jak ty.
Leon popatrzył się na mnie ze zdziwieniem i po chwili jego twarz wyrażała już tylko smutek, a nie rozczarowanie. Po krótkim czasie odwrócił się i odszedł, jednak ja zdążyłam usłyszeć jeszcze kilka cichych słów, które powiedział:
- German zrobił z Ciebie potwora…
Oczy wyszły mi na wierzch. Nikt nigdy mi nie powiedział czegoś tak okropnego, przecież na to nie zasługuję. Nie jestem potworem i to nie jest wina mojego taty. Jednak mam przeczucie, że chłopak ma rację i wcale mi się to nie podoba…

#Natalia                                                              
Maximiliano… Max… Maxi… Czyż to nie cudowne imię? Dla mnie najpiękniejsze imię na świecie. W dodatku należy do najcudowniejszego chłopaka jakiego spotkałam w całym swoim życiu. Jest dla mnie idealny i akceptuję w nim wszystko, a zwłaszcza podobają mi się te kolorowe czapki. Dodają mu uroku. I jeszcze te jego czekoladowe oczy… Utopiłam się w nich nie raz, niestety często wychodząc przy tym na kretynkę. Muszę mu wreszcie powiedzieć co do niego czuję, jednak nieśmiałość to moja nieodłączna cecha, którą akceptuję, ale która także utrudnia mi życie. Wstydzę się do niego podejść, chociaż widzę go wiele razy dziennie w szkole. Spytałam się o to Ludmiłę, ale ona jest mega szczęśliwa ze swoim chłopakiem Felipe’m i wariuje z miłości. Poza tym jest bardzo pozytywną osobą i oczywiście moją najlepszą przyjaciółką, więc powiedziała mi, że mam znaleźć w sobie odwagę i po prostu do niego zagadać, a odnajdę szczęście. Szczerze jestem jej z całego serca wdzięczna, jednak ja tak nie potrafię – taka już jestem.
- Nata! – usłyszałam za sobą dobrze znany mi głos.
- Tak? – odwróciłam się.
- Twoja siostra woli fiołki, czy maki, bo nie… - pewnie szuka odpowiedniego słowa, bo wstydzi się przyznać, że zapomniał. - … kojarzę. – jak ja go znam.
- Niezapominajki Federico, niezapominajki – uśmiechnęłam się i poszłam w stronę centrum handlowego, gdzie miałam się spotkać z Ludmiłą.

- Dzięki, Nata! Będę pamiętał! – usłyszałam za sobą krzyk Fede i automatycznie kąciki moich ust powędrowały do góry. Skoda tylko, że Lena nawet nie podejrzewa, że  przystojny Włoch czuje do niej coś więcej. Jak na razie moja młodsza siostra wybiera się do wojska, chociaż na pewno jej tak nie przyjmą, bo jest niezdyscyplinowana, niecierpliwa i niewychowana. Jednym słowem – czyste zło. Swoją drogą jakby poszła do tego wojska, to miałabym ją z głowy na kilka lat… Kusząca propozycja. Nie no, za bardzo ją kocham i nie wytrzymałabym bez niej. Tak samo jak bez Maxiego, bez jego głosu, śmiechu, dotyku nie mogłabym normalnie funkcjonować. Znając życie, to nie przespałabym wiele nocy bez chociażby nawet krótkiej myśli o nim. Właściwie, to moje wszystkie myśli wiążą się nim, więc nie mam nawet możliwości nie myślenia o nim, bo myślę o nim cały czas, kiedy moje myśli myślą… Nie no… Nawet myślę bez sensu. Muszę się szybko napić mrożonej herbaty i pogadać z Ludmiłą, bo oszaleję.

***
Chyba jakiś taki krótki i nijaki... Ale ja się dopiero rozkręcam! :D Następny rozdział w piątek, bądź sobotę. Może w tygodniu uda mi się wymyślić coś sensownego, dobrego i coś co da się przeczytać, bo jak dla mnie to w tym rozdziale jest za mało dialogów. Postaram się, żeby następny był lepszy:)

P.S. Usunęłam weryfikację obrazkową:)

Lily Jane

poniedziałek, 18 listopada 2013

Prolog

Kocham Cię. Te dwa słowa zapadły mi głęboko w pamięć. Uważam, że to śmieszne, iż on nadal jest pewny swojej wygranej, pomimo tego, że już dawno przegrał. Walczy o mnie ze mną. To bez sensu i ja to już dawno dostrzegłam. Nie chcę się z nikim wiązać. Nie chcę znaleźć kogoś bliskiego, kogoś kogo mogłabym kochać. Nie chcę kochać i być kochana. Ojciec mi zawsze powtarzał, że miłość niszczy ludzi, a ja mu wierzę. Jestem samowystarczalna, dam radę w życiu, nie potrzebuję nikogo. A już na pewno nie Leona. Mam sławę, pieniądze, dom z ogrodem... Mam wszystko. Oprócz przyjaciół, ale oni nie są mi do niczego potrzebni. Tylko by przeszkadzali i czerpali z mojej popularności. A w tym mieście jedyną gwiazdą jestem ja.

***
Macie prolog. Nie jestem z niego zadowolona, ale opinię pozostawiam Wam. Pierwszy rozdział prawdopodobnie w sobotę, ale nic nie obiecuję. Dobra, nie gadam tyle, bo znając życie, to się zaraz rozpiszę... Idę czytać rozdziały u Carmen:) 

Lily Jane